Stadion Ruchu Chorzów kończy dziś 70 lat!

Na żadnym innym polskim stadionie nie znajduje się tyle magicznych miejsc, co na obiekcie przy ulicy Cichej 6 w Chorzowie. Spacerując po stadionie Ruchu, ocierasz się o historię.
70 lat temu, w samo południe, uroczyście otwarto stadion przy ulicy Cichej. Decyzja o budowie obiektu zapadła już w 1933 roku, po zdobyciu przez Ruch pierwszego mistrzostwa Polski. Wcześniej "niebiescy" grali na hasioku w Kalinie, w Katowicach lub na boisku AKS-u na Górze Wyzwolenia. Stadion wybudowano wspólnymi siłami Gminy Hajduki, Funduszu Pracy i Browarów Tyskich. Przed otwarciem boisko poświęcił ksiądz Józef Czempiel.
70 lat historii odcisnęło na stadionie swoje piętno. Oto symbole, które tworzą magię tego miejsca...
Omega
Niezwykły symbol stadionu Ruchu. Szwajcarska firma nagradzała zegarami najpopularniejsze polskie kluby od 1926 roku. Ruch doczekał się tego wyróżnienia w roku 1939 - gdy Omega przeprowadziła konkurs wspólnie z krakowskim tygodnikiem "Raz Dwa Trzy". Omega zaczęła odmierzać czas na Cichej 21 maja 1939 roku, gdy Ruch zmierzył się z Unionem Touring. "Niebiescy" wygrali to spotkanie aż 12:1! Z wybuchem II wojny światowej omega zniknęła ze stadionu, zaopiekował się nią Augustyn Ferda, zegarmistrz i ówczesny gospodarz klubu. Po wojnie zegar wrócił na swoje miejsce, niestety, z powodu awarii przestał działać na 30 lat. W 1979 roku omegę zastąpiła elektryczna tablica do pomiaru czasu firmy Elektromontaż. Nowy zegar często się psuł i zdaniem kibiców szpecił stadion. 10 lat temu - z okazji 75-lecia klubu - omega wróciła! Stało się to za sprawą Jerzego Małyski, zięcia Augustyna Ferdy.
Pentagon
To mały pokoik na zapleczu klubowej kawiarenki. Zawsze było tam czarno od papierosowego dymu. W "Pentagonie" często zapadały najważniejsze decyzje dotyczące przyszłości klubu - finalizowano transfery, zwalniano trenerów. - Jeszcze na początku lat 90., gdy na Ruchu był brud, smród i grasowały szczury, jedynym miejscem, gdzie można było przyjmować gości, był "Pentagon" - opowiadał nam kiedyś Krystian Rogala. "Pentagon" był ulubionym miejscem byłego prezesa Ruchu. Przychodził tutaj zazwyczaj pół godziny przed meczem, by posiedzieć w samotności. Dziś działacze Ruchu zaglądają tam rzadziej, gości wolą przyjmować w gabinetach.
Kawiarenka
To tutaj, między czterema ścianami uginającymi się od trofeów Ruchu, tworzyła się "niebieska rodzina". To tutaj piłkarze poznawali swoje żony, bawili się wspólnie na urodzinach, świętowali sylwestra. To tutaj odbywa się "niebieska Wigilia" - gdy sympatycy Ruchu przy dźwiękach kolęd dzielą się opłatkiem i życzą szczęścia na nadchodzący rok. Przed laty często (niestety, teraz coraz rzadziej) można było tam spotkać byłych piłkarzy Ruchu, którzy przy szklance piwa wspominali stare czasy...
Trybuna kryta
Powstała w 1936 roku. Była pierwszą trybuną krytą w Europie, zbudowaną bez słupów ograniczających pole widzenia.
Kibice, którzy podziwiali z niej piłkarzy Ruchu, chwalili sobie nie tylko znakomitą widoczność, ale i... akustykę.
Odgłos stóp uderzających o drewnianą konstrukcję przyprawiał bowiem piłkarzy drużyn przeciwnych o szybsze bicie serca. W połowie lat 90. groziło jej zamknięcie. Okazało się bowiem, że pod siedziskami znajduje się pół metra papierosowych petów, które przez kilkadziesiąt nawrzucali tam kibice Ruchu. Dzięki pieniądzom z transferów Romana Dąbrowskiego i Piotra Mosóra udało się przeprowadzić remont. Śmieci uprzątnięto, a stare krzesełka zastąpiły nowe - tramwajowe siedziska z chorzowskiego Konstalu. W tym roku wyremontowano dach.
Szatnia
Pokaż mi szatnię, a ja ci powiem, jaki masz zespół - zwykło mówić się na Ruchu. I bynajmniej nie chodzi tutaj o stan sanitarny prysznicy czy ławek, na których siedzą piłkarze. Atmosfera tego miejsca zawsze przekładała się na formę piłkarzy na boisku. Gdy kłócili się (nierzadko przepychali), zespół przegrywał mecz za meczem, gdy w szatni panowała przyjazna atmosfera, "niebieskich" bała się cała liga. Na zapleczu szatni są: mały stolik, dwa fotele i sofa - piłkarze, gdy przyjdą wcześniej na trening, piją tam kawę, czytają sportowe gazety.
Damien Dwoski